Szukam psa husky Diabllo nielegalnie sprzedany

  Zainteresuj tematem więcej osób:


Newervinter89@gmail.com 20-01-15 19:06

Witam mam bardzo nietypową sytuację i potrzebuję pilnie pomocy. Piszę głównie o poradę i o pomoc w nagłośnieniu całej tej sprawy która w większej części jest moją winą niestety... Odpowiem od początku... Byłam właścicielką psa rasy Husky imię Diabllo przez prawie 3 lata. Pies był członkiem naszej rodziny przyjacielem myśleliśmy i mieliśmy nadzieję, że na dobre i na złe ale... W styczniu 2014 roku urodziłam dziecko, pies nie mógł zaakceptować nowego członka rodzinny. Próbowaliśmy na wszystkie sposoby, ale niestety z racji, że mieszkamy w bloku nie było możliwe zmienienie warunków na tyle by pies i dziecko mogli bezpiecznie wychowywać się razem, dodatkowo doszedł fakt, że dziecko po kontakcie z psem ma objawy alergiczne. Szła zima a ja praktycznie cały czas byłam sama z dzieckiem i z psem w domu ponieważ mój mąż z zawodu jest Żandarmem Wojskowym i stacjonuje w Mińsku Mazowieckim, od poniedziałku do piątku nie ma go w domu. Przerażał mnie fakt wychodzenia na spacery z dzieckiem i z psem, bo przecież musi wyjść załatwić potrzeby i wybiegać się... na początku myślałam ok są przecież ogłoszenia, ludzie którzy mogą z nim wychodzić i na początku tak było, przychodzili znajomi brali go na spacer, pies szalał kiedy ktoś dzwonił domofonem bo wiedział, że ten ktoś przyjdzie weźmie go na spacer, pobawi się z nim... Zaczęłam widzieć, że to nie jest żadne rozwiązanie...to bolało...Zaczęliśmy zastanawiać się nad nowym domem dla psa... Droga przez to, przez podjęcie decyzji była bardzo długa i bolesna, ponieważ kochaliśmy i kochamy tego psa, tak jak kocha się każdego członka rodziny. Mąż do dzisiejszego dnia boryka się z wyrzutami sumienia i łzami a teraz doszła jeszcze ta wiadomość... Tak naprawdę nigdy nie pogodziliśmy się z faktem, że już go nie ma z nami zawsze myślami byliśmy przy nim i łudziliśmy się, że ta historia będzie miała swój Happy end jednak tak się nie stało... Podjęliśmy decyzje, znajdziemy mu dom... Na początku szukaliśmy wśród znajomych ludzi których znamy i ewentualnie tych którzy oni znają i warci są polecenia. Chcieliśmy znaleźć kogoś kto będzie sobie zdawał sprawę z rasy z której wywodził się pies... niestety nie znaleźliśmy nikogo... Pies marniał nam w oczach, zaczął gasnąć blask bijący do tej pory od niego, bolało nas serce kiedy patrzył na nas a my trzymamy na rękach dziecko, bolał nas fakt ciągłego zwracania mu uwagi tego nie wolno, bolało ograniczenie miejsca tylko do kuchni... zaczynała bardziej nas boleć jego obecność niż myśl o braku jego z nami, o tym że wśród nowych opiekunów będzie mu dobrze. I wtedy postanowiliśmy, że dodamy ogłoszenie ale bardzo rygorystycznie będziemy dobierać mu nowy dom. Postawiliśmy warunki: tylko dom z podwórkiem, dom bez dzieci, ludzie którzy będą mieli dla niego czas, cierpliwość i wytrwałość... Ogłoszenie pojawiło się na stronach [LINK] i na [LINK] dzwoniło dużo ludzi większość odrzucałam już podczas pierwszej rozmowy... Miałam bardzo duże wymagania czasem myślałam, że za duże i że nie znajdzie się nikt kto spełni je wszystkie i wtedy zadzwonili oni... młode małżeństwo, bez dzieci z domem z podwórkiem praktycznie wszystko się zgadzało dodatkowym atutem było to, że mężczyzna miał już do czynienia z psami tej rasy i doskonale zdaje sobie sprawę z trudności ich charakteru i o wszelkich wymaganiach związanych z odpowiedzialnością wzięcia do siebie psa rasy Husky i dodatkowym plusem było usłyszenie informacji, że mieszkają w okolicy Szczuczyna, czyli blisko Łomży. Pomyślałam nieufnie, że fajnie przez telefon to brzmi, ale co powiedzą jak ich spotkamy, jak się zachowają i zaprosiłam ich do domu na spotkanie... Zanim zaprosiłam minęło przeszło tydzień czasu od pierwszej rozmowy telefonicznej chcieliśmy wziąć ich na wstrzymanie zobaczyć jak bardzo zależy im na psie. Zadzwoniłam po tygodniu sprawdzić czy nadal są zainteresowani psem odpowiedź była twierdząca a więc prosiłam aby poczekali do końca tygodnia ponieważ mąż był na wolnym i spędzał czas w domu, nie chciałam mu zadawać tego bólu jakim jest moment rozstania z psem. Oczywiście o wszystkim wiedział na bieżąco, o każdym telefonie, o każdym zainteresowanym także zdawał sobie sprawę z rozstania ale nie chciał przy tym być, dlatego to w poniedziałek ostatecznie mieli przyjechać na spotkanie od którego miało zależeć czy to z nimi pojedzie Diabllo, ale wcześniej mieli oczywiście dać nad telefonicznie znać, że będą się wybierać i że w ogóle chcą tego bo jakby nie było od pierwszego ich telefonu do nas minęły już 3 tygodnie...Zadzwonili do mnie o godzinie 18 i po 40min byli już w domu... nie byłam na to przygotowana ponieważ przez ten tydzień oczekiwania nie dali żadnego znaku, że są zainteresowani i wcześniej również nie zadzwonili, że jadą... Z tego szaleństwa bo miałam tylko niecałą godzinę czasu żeby porozmawiać z psem i powiedzieć mu o sytuacji zdążyć ewentualnie pożegnać się i zapakować całą wyprawkę dla niego miałam tylko w głowie to żeby na kartce zapisać przydatne dla tych ludzi wskazówki gdyby okazało się, że tego dnia pojedzie z nimi do domu... Nie myślałam o niczym tego wieczoru łzy lały się strumieniami pies czuł co się dzieje co nie ułatwiało całej tej sytuacji. Ale kiedy zobaczyłam zaangażowanie w tym mężczyźnie to jak usiadł na podłodze przy nim zaczął przekonywać go do siebie głaskać miziać poznawać go widziałam nadzieję dla Diabllo, myślałam że tak będzie lepiej... Dom z podwórkiem, młodzi ludzie którym nie spieszy się do dzieci myśl, że będzie blisko, że będę mogła go odwiedzić to wszystko było takie przekonywujące... I rozmowa obiecywali nam naprawdę dużo, że kiedy tylko będziemy chcieli możemy go odwiedzić, że oni nas odwiedzą już za tydzień bo będą jechać przez łomżę to zajadą nawet przychylili się do mojej prośby by mieć z nimi kontakt stały by raz na jakiś czas, oczywiście w miarę możliwości relacjonowali nam dalsze życie Diabllo wszystko tak pięknie się składało w całość... Ważył się dalsze jego losy i wtedy pod wpływem chwili tego, że Diabllo znów zaczął merdać ogonem postanowiłam, że tego dnia pojedzie z nimi ale poinformowałam, że ten czas tego tygodnia to jest czas, żeby zobaczyć jak zaaklimatyzuje się pies i czy nie będzie sprawiał problemów bo nie wiadomym było jak będzie się zachowywać pod wpływem tęsknoty za nami. Zgodzili się i obiecali nas odwiedzić i zdać relacje a gdyby wcześniej coś się działo dadzą znać to wtedy pies wróci do nas, nic na siłę.... I wyszedł niestety nie dopilnowałam najważniejszego... przez ten cały mętlik w głowie, przez pośpiech bo po drodze przebudziło się dziecko, które nie pomagało w całej sytuacji, przez to wszystko nie zapisałam ani adresu ani nazwisk nic, nie miałam nic tylko numer telefonu i słowo dane, że będzie stały kontakt i za tydzień pies przyjedzie a my zobaczymy czy się zaaklimatyzował i wtedy dopełnimy formalności podpiszą umowę która do dzisiejszego dnia na nich czeka... Po prostu zaufałam głupio jak się okazało teraz... Minął tydzień a ich nie było nie było kontaktu nic... zaczęłam się martwić zero email zero telefonu nie wiedziałam co się dzieje aż w końcu przysłali wiadomość sms, że niestety samochód mają zepsuty i nas nie odwiedzą, to był szok pisałam i prosiłam o zdj psa bo martwiłam się czy im nie uciekł i boją się powiedzieć, nie doczekałam się długo bo twierdzili najpierw, że mają komputer niesprawny a później, że stracili dane i zdjęcia zaczęło mnie to przerażać dużo pisałam, dużo pytałam i dostałam 5zdj psa uspokoiło mnie to trochę ale i tak chciałam jechać i go zobaczyć. Kiedy prosiłam o adres zbywali mnie mówiąc że zadzwonią bliżej terminu spotkania i podadzą oczywiście nie dzwonili, nigdy nie podali adresu i nigdy nie doszło do spotkania. W rozmowach pisali, że zapraszają serdecznie a kiedy miało dojść do spotkania nie podawali adresu... 10 grudnia wtedy to właśnie po długich proszeniach o zdj psa dostaliśmy wiadomość i pierwsze i jedyne 5zdj psa. Z wiadomości wynikało, że pies ma się dobrze a ludzie Ci maja problemy rodzinne, co wiąże się z brakiem czasu na kontakt z nami no i oczywiście nadal nie mieli samochodu. Odpisałam z opóźnieniem kilku dniowym, że z miłą chęcią to my się do niego wybierzemy, nic nie odpisali. Nadeszły święta masa przygotowań to była chwila, że sprawa Diabllo trafiła na tor boczny, chociaż przy wigilijnym stole brakowało nam go bardzo, ale mieliśmy poczucie człowieczeństwa, że przy świętach nie będziemy zawracać nikomu głowy chociaż mieliśmy chęć pojechać odwiedzić go w końcu był częścią rodziny nie mogliśmy bo Ci ludzie też mieli swoje życie i też tak jak my przygotowywali święta... Minęły święta, nowy rok i pierwsze urodziny naszej córki... wtedy znów wróciły sprawy związane z psem, ponieważ może to i głupie ale pies śnił mi się cały czas... nie byłam spokojna, chciałam go zobaczyć upewnić się, że wszystko jest dobrze ale nie było odpowiedzi na wiadomość zostawioną na poczcie @ i na dodatek ten głupi adres @, bo co to za adres rob.to.stylowo@o2.pl sam ten adres nas niepokoił... i w niedziele 18 stycznia z rozpaczy i braku pomysłów w dodatku napływu wspomnień szukałam w internecie go i znalazłam... ogłoszenie z 5 i 9 stycznia na portalu [LINK], że mój Diabllo jest na sprzedaż... W ogłoszeniu podany był ich numer wtedy byłam już pewna wzięli go ode mnie w cenach zarobku... Zaczęłam do nich dzwonić w niedziele zaraz jak to zobaczyłam nie odbierali telefonów zaangażowałam swoje koleżanki żeby dzwoniły, bo pomyślałam, że mój numer mają dlatego nie odbierają ale na drugi dzień czyli w poniedziałek 19stycznia telefon już był wyłączony mimo to nie poddawałam się miałam jeszcze jeden ich numer i próbowałam... po jakimś czasie włączyli numer z ogłoszenia zadzwoniłam jeszcze raz w końcu odebrała kobieta, ta która od samego początku ze mną rozmawiała, która zadzwoniła na moje ogłoszenie, że szukam domu dla Diabllo. Na początku oszukała mnie, że mają psa, że mogę go odwiedzić w weekend po chwili zmieniła, że to ona do nas z nim przyjedzie bo będą jechać przez łomżę... Zrozumiałam gra na zwłokę bo nie chce podać adresu... Powiedziała, że musi się naradzić z mężem i zadzwoni wieczorem... Rozłączyła się zadzwoniłam do męża powiedziałam jak bardzo są podli i jak oszukują... Po 10min znów zadzwoniła to kobieta i powiedziała "nie będę kłamać nie mamy już psa..." serce mi pękło zaczęłam pytać dlaczego... powiedziała, że pies narobił jej szkód i zaczęła wymieniać rzeczy, to była próba wyłudzenia ode mnie pieniędzy... nie chciała podać adresu przebywania psa nie chciała powiedzieć nic zasłaniała się tym, że odkąd wzięli ode mnie psa przestałam mieć do niego jakiekolwiek prawo, powiedziałam o umowie która czeka do dzisiejszego dnia... Ta kobieta nie miała skrupułów kłamała na każdym kroku w każdym zdaniu mieszała myliła się, byłam pewna, że go sprzedali ale czy mieli prawo NIE ten pies nie miał rodowodu pomyślałam o artykułach prawnych o policji... Kobieta dopowiedziała, że musi naradzić się z mężem i wieczorem około 20 zadzwoni, zapewnili sobie czas i kombinowali jak z tego wyjść. Ja w tym czasie poprosiłam o pomoc swoją koleżankę, która ma własną hodowlę psów i zna się na sprawie. Bardzo dużo mi wyjaśniła i powiedziała, że napewno go sprzedali i żeby dodać ogłoszenia, że go szukamy. Ogłoszenia dodane i czekaliśmy... Godzina 20 i telefon zadzwonił mężczyzna i na dzień dobry zażyczył sobie usunięcia ogłoszeń o poszukiwaniu psa zagroził, że sprawę zgłosi na policji jako pomówienie i nękanie a w tym ogłoszeniu nie było żadnych danych ani imienia ani nazwiska a tym bardziej adresu czy telefonu : "Poszukujemy psa rasy Husky - imię: Diablo. Pies 3 lata, wykastrowany. Kilka dni temu na różnych portalach ukazało się ogłoszenie takiej treści: "Szukam dobrego domu dla psa rasy siberian husky ma na imię Diabllo i 3lata swojego życia za sobą. Pies wychowany dobrze, jak na rasę tą przystało posłuszny i oddany swojemu przyjacielowi-właścicielowi. Za odrobinę uwagi i miłości zrobi naprawdę wszystko. Napisałabym wiele na jego temat ale ręce się trzęsą i serce pęka, że musimy się z nim rozstać. Pies nauczony wszystkiego włącznie z bieganiem przy rowerze, komendy głosowe. Idealny kompan na długie wycieczki. Pies po zabiegu kastracji. Do negocjacji." Pies trafił do nich na jesieni, mieli się nim opiekować, dać miłość, kawałek podłogi..... Okazali się bezwzględni, Wzięli psa za darmo, a teraz chcą go sprzedać za 500 zł. Nie odbierają telefonów. Ci ludzie jednak nie mają sumienia... Diablo zmienił właścicieli, gdyż nie zaakceptować nowego członka rodziny - dziecka. Mimo starań pierwszych właścicieli, nie mogli sobie z tym poradzić. Pies wymagał sporo uwagi, ruchu.... a jak każdy wie przy mały dziecku jest co robić. W chwili obecnej pierwsi właściciele znów są w wielkim smutku, najpierw musieli uporać się z decyzją oddania psa, a teraz muszą go szukać, aby znów nie trafił do ludzi bez sumienia. Prosimy o pomoc w odnalezieniu Diablo." Takie ogłoszenia pojawiły się na portalach gdzie wcześniej widziane było ogłoszenie o sprzedaży Diabllo czyli alegratkla i e-grajewo. Tłumaczyłam temu panu, że ja przestępstwa nie popełniłam tylko oni handlując psem bez papierów łudziłam się, że się przestraszą i oddadzą psa albo chociaż podadzą miejsce jego przebywania nie wskórałam nic nie chcieli udzielić żadnych informacji zaczęli grozić policją... na koniec doszliśmy do porozumienia tak mi się wydawało. Mężczyzna powiedział, że jeżeli ogłoszenia zostaną usunięte poda mi adres i telefon mężczyzny u którego jest pies podobno jest to człowiek który zajmuje się szkoleniem psów i mieszka w białymstoku. Poszłam na ugodę niestety jak się okazało niepotrzebną... Ogłoszenia zniknęły a mężczyzna zadzwonił dzisiaj do mnie i powiedział, że obecny właściciel nie odda psa i nie życzy sobie podawania swojego numeru telefonu ani adresu... jaki człowiek tak postępuje... napewno nie taki który kieruje się dobrem psa, ja tylko chcę wiedzieć gdzie jest Diabllo jakie ma warunki itp... Pragnę dowiedzieć się gdzie on jest a teraz po tym wszystkim co mnie spotkało ze strony ludzi którzy go ode mnie wzięli czy to co zrobili podlega jakiejś karze i czy było to aby napewno zgodne z prawem. Czy umowa ustna jaką zawarłam z nimi tj. jeżeli pies będzie się źle zachowywał, cokolwiek się stanie lub rozmyślą się PIES trafia z powrotem do mnie i co najważniejsze okres adaptacji psa tj tydzień po którym mieli przyjechać z psem a nie przyjechali nie przeinaczył się w swego rodzaju kradzież psa... ? Bardzo proszę o pomoc zależy mi na odnalezieniu psa wiem, że jest bardzo dużo niewiadomych m.in. Nazwiska ludzi mam nadzieję, że po nagłośnieniu sprawy trafi się ktoś kto naprowadzi na tych ludzi i przede wszystkim na pobyt psa. Mam tych ludzi 3 numery telefonów i podejrzewam fikcyjny adres mail i to, że mieszkają w okolicach szczuczyna, grajewa...

Odpowiedz Cytuj


Wróć do tematów

Adres tej witryny: https://szczuczyn.istrefa.com

istrefa gmina Szczuczyn | istrefa powiat grajewski | istrefa podlaskie | istrefa Polska

Szczuczyn - miasto, gmina miejsko-wiejska, powiat grajewski, województwo podlaskie - portal lokalny
Kod pocztowy: 19-230


Info

  • Strona nie wymaga rejestracji ani logowania.
  • Każda nowa wypowiedź jest anonsowana na stronie głównej.

Szukaj...


Zgłoś problem...

Zgłoś problem techniczny związany z działaniem portalu.

Zgłoś problem